pierniczki

środa, 22 grudnia 2010



Posted by Picasa

dzięciołek

sobota, 11 grudnia 2010



Odwiedzają nas sikorki - co najmniej cztery, są tak odważne, że spacerują po balkonie, przekomarzają się i przeganiają jedna drugą. Wysypany dla nich słonecznik znika błyskawicznie. Rano Wasyl widział sójkę. A przed chwilą był dzięciołek - ciekawe, jaki to gatunek, takie są do siebie podobne. Podziobał słoninę na podwórku u sąsiadów i spłoszył się. 

wtorek, 30 listopada 2010

Zwyczajny dzień.

Wiktor przyjechał z przedszkola (kolega go przywiózł):
- Cicho, bo Romanek źle się czuje, a właśnie zasypia.  - Trzasnął drzwiami i krzyknął coś głośno, o śnie Romana można zapomnieć.

Roman zjadł kolację, biorę go myć.
- Ja będę się kąpał z Romanem.
- Dobrze.
Zabrałam Romana umytego przebierać w piżamkę, Wiktor w wannie.
Roman już w piżamie - zwymiotował. Zdejmuję brudne ubranka, niosę do wanny drugi raz.

Cała łazienka w wodzie, wylewa się na korytarz.
- Co ty  tu robisz? Mów szybko!
- ... huśtam się...
W dodatku woda w wannie zimna, opłukuję szybko Romanka, płacze, rzucam jakieś szmaty na podłogę, żeby parkietu nie zalewało, każę Wiktorowi wychodzić.
- Ja sam nie umiem.
Ale wyszedł, i nawet w piżamę się szybko ubrał, chyba ze strachu.

taxi

niedziela, 28 listopada 2010

Kurs Kołchozowa - Opera. Koszt: 25 hr.
- Proszę tak nie trzaskać drzwiami. Delikatnie.
- Czy mógłby pan jechać tak, żebyśmy zdążyły na 12.oo? - Taksówkarz trząsł się o swoją Tavrię, jakby była porcelanowa. Jechał 20km/h.
- Spokojnie, jeszcze 15 minut.
Na miejscu wyciągnęłam banknot 200 hr.
- Nic drobnych?
- Nie.
- To czemu Pani nie uprzedziła?! Rozmieniłoby się po drodze.
- A czemu powinnam uprzedzać? Jak zamawiałam taksówkę, nikt mi nie powiedział, że powinnam mieć drobne.
- Śmieszna Pani jest. Skąd ja Pani wezmę resztę?

Powinnam się już przyzwyczaić?

poniedziałek, 5 lipca 2010

Bazylia z miętą przesadzone do wspólnej doniczki na balkonie ładnie się przyjęły. Bazylia nawet zakwitła.
Aż tu wczoraj patrzę, a dwie gałązki mięty obskubane dokładnie, bazylia trochę.... kto obskubał? Domownicy się nie przyznają. Szybko znalazł się sprawca - mała, łysa, zielona gąsienica. Po krótkim namyśle pozwoliłam jej zostać, choć jeśli będzie żarła w takim tempie, to nic mi z moich ziół nie zostanie za kilka dni... Stwierdziłam jednak, że jeśli będzie jadła za dużo, to zawsze zdążę ją eksmitować.

Rano gąsienicy już nie było. Tak się wydawało na pierwszy rzut oka. Zrobiła sobie hamak z dwóch listków mięty i odpoczywa po obżarstwie. Ciekawe, co będzie z takiej nieatrakcyjnej gąsienicy? Motyl, ćma?

wtorek, 25 maja 2010

Zapieram się rękami i nogami, żeby nie zostać kurą domową, ale panią domu pobędę z przyjemnością ;)

gołąbki

poniedziałek, 24 maja 2010

Gołąbków wyszło bardzo dużo, a zrobiłam tylko z połowy farszu. Jeszcze wegetariański mi został. Ale zjadło się - prawie, jeszcze kilka na jutro zostało. Plus kilka, które przyniosła mama. Ciekawe, że te najbardziej typowe potrawy ukraińskiej kuchni są najbardziej pracochłonne. 


Bałam się, że jak się przeprowadzimy, to już nikt nie przyjdzie, bo daleko, i pod górkę, a tu proszę - od tygodnia prawie codziennie goście. 

Farsz do gołąbków:
- cebulka podsmażona na oleju z tartą marchewką (dużo marchewki);
- ryż gotowany, ale taki najzwyklejszy, okrągły ryż, który nie potrafi się ugotować na sypko, tylko się skleja; ten ryz decyduje o sukcesie gołąbków;
- kasza jęczmienna;
- mięso mielone (surowe);
Proporcje oczywiście dowolne. Soli, pieprzu do smaku. 

Najlepsze gołąbki to są te zawijane w liście kiszonej kapusty. Tylko że to delikates nie do zdobycia. Zamiast tego  poprzekładałam po prostu warstwy gołąbków zwykła kiszoną kapustą (no, nie do końca zwykłą, bo domową, od babci na bazarze), dała fajny kwaskowy posmak. I dużo kminku, sami wiecie, dlaczego.